Granice w związku (część 1)

Wiele osób po wyjściu z toksycznego związku i powrocie do randkowania ze zdziwieniem zauważa u siebie obsesję na punkcie wypatrywania sygnałów ostrzegawczych osobowości zaburzonych różnych typów: narcystycznych, borderline, psychopatycznych itp. Na tym etapie procesu rekonwalescencji jest to całkowicie naturalna i normalna reakcja ich umysłów. Po tak bolesnych przeżyciach nikt rozsądny nie ma ochoty na powtórkę upiornych gierek wyniszczających serce, duszę i mózg.

Całkowicie zrozumiałym jest, że podczas randki będziesz u swojej potencjalnej partnerki wypatrywał najdrobniejszych oznak jej zaburzenia, podobnie jak po zatruciu pokarmowym chciałbyś mieć pewność, że następnym razem to samo danie ci nie zaszkodzi. O ile jednak umiejętność detekcji osobowości toksycznych, emocjonalnie niedojrzałych, wampirów energetycznych itp. jest ważna, jest to tylko wszakże połowa równości. Ryzykując, że zabrzmię jak zdarta płyta, powtórzę jednak – musisz mieć granice.

Nawet jeśli przegapisz jakiś sygnał ostrzegawczy, twoje granice będą ostatnią zaporą przed pasożytami w typie NPD/BPD/HPD i in. Granice to twój podręczny zestaw egzorcysty: osinowy kołek, czosnek i krucyfiks w jednym. To twój niewidzialny mur, a warto pamiętać, że „dobre mury budują dobre sąsiedztwo„.

Ideałem byłoby, gdyby granic nauczyli nas w dzieciństwie rodzice. Nie bij dzieci. Trzymaj ręce przy sobie. Zapukaj i czekaj na pozwolenie wejścia do pokoju. Pytaj o zgodę na pożyczenie czegokolwiek, co nie twoje. Trzymaj się z dala od obcych. Nie pozwalaj na niewłaściwy dotyk. Pozwól dzieciom samodzielnie się ubierać, dbać o siebie i decydować ile chcą zjeść. Jeśli nie lubią się przytulać – nie naciskaj. Pozwól dzieciom wyrażać ich własne chęci i niechęci. W swej istocie bowiem granice definiują autonomię osoby, szacunek do samego siebie, osobiste bezpieczeństwo, dobre samopoczucie i szanowanie granic innych ludzi. Niestety, wielu z nas było wychowywanych przez rodziców, którzy albo sami nie mieli granic lub – mówiąc łagodnie – nie tolerowali ich u innych. Zastanów się chwilę. Co się działo, gdy powiedziałeś NIE swojej mamie lub tacie? Czy już sama myśl o tym nie była przerażająca? Z drugiej strony, przypuszczalnie twoi rodzice nauczyli cię nadstawiania drugiego policzka, zachowywania spokoju za wszelką cenę, bycia miłym i uprzejmym dla innych itp. Jeśli tak, mogli oni nieświadomie ukształtować cię do bycia idealnym podnóżkiem kobiet zaburzonych wszelkiej maści. To dziecięce szkolenie sprawdza się w stosunku do innych miłych ludzi, lecz obraca się na twoją szkodę w przypadku kobiet zaburzonych. Toksyczki liczą na to, że będziesz miał słabe granice (jeśli w ogóle!), aby bezkarnie używać sobie z okrucieństwem, zdradami, manipulacjami i wykorzystywaniem ciebie. One kochają ludzi, którzy są „zbyt mili, aby oponować„. Toksyczki postrzegają uprzejmość nie jako przejaw szlachetności, lecz jako słabość, którą koniecznie należy wykorzystać. Nie oznacza to wszakże, że musisz przestać być miłym, grzecznym, szczodrym, tolerancyjnym i kochającym facetem. To nie tak! Musisz wzmóc czujność i przestać być „miłym” kosztem siebie. Innymi słowy, powinieneś zbudować lub wzmocnić swoje granice. Posiadanie granic nie równa się byciu popaprańcem. Możesz dalej być miłym dla innych, lecz nie dawać się wykorzystywać i pomiatać sobą.

PODSTAWY

I. Złota zasada wzajemności. Odpłacaj się innym tą samą monetą – oto podstawowe prawo wzajemności. Nie jest to bynajmniej wykalkulowana decyzja o dawaniu czegoś, aby w zamian otrzymać coś innego, jak to zwykły praktykować kobiety narcystyczne, które uwielbiają utwierdzać cię w poczuciu, że jesteś im ciągle coś winien, co raczej naturalny odruch wzajemnego obdarowywania się w dorosłym związku. Kobiety zaburzone nie przestrzegają tej zasady; wolą swoją „rób, jak mówię, a nie jak sama postępuję„.

Czy w związku dajesz z siebie więcej niż z niego dostajesz? Czy twoje pragnienia i potrzeby są ważne dla twojej partnerki/rodziców/dzieci tak samo, jak tego wymagają od ciebie jeśli chodzi o ich pragnienia i potrzeby? Czy ktoś przypadkiem nie wpędza cię w poczucie winy albo nie wścieka się na ciebie za to, że nie poświęcasz dla niej/niego swoich potrzeb i dobrego samopoczucia? Jak poczułaby się twoja partnerka, gdybyś potraktował ją tak, jak ona ciebie? Czy w twoim związku funkcjonują różne standardy w zakresie oczekiwań i zachowań? Jak uzasadniasz te asymetrie? Czy czujesz się winny lub czujesz, że prosisz partnerkę o zbyt wiele, aby traktować cię z taką samą kurtuazją, jaką okazujesz jej?

Zrób rachunek swojego związku. Czy dostajesz tyle samo, ile dajesz? Czy możesz wyrażać swoje odczucia dotyczące jakiejkolwiek asymetrii w związku? Jak twoja partnerka na to reaguje? Czy jest z tego powodu zła? Lekceważy twoje uczucia? Czy fałszywie obiecuje, że wszystko będzie lepiej? Czy może naprawdę cię słucha i podejmuje kroki, aby rzeczywiście było między wami lepiej? Jeśli Złota Zasada nie działa w twoim związku, lepiej dla ciebie, abyś go definitywnie zakończył lub przynajmniej się wycofał.

II. Frajda z mówienia NIE. O ile toksyczkom nie przechodzi przez gardło słowo przepraszam, o tyle osoby współzależne mają problem z mówieniem nie. Jaka jest różnica między osobami współzależnymi i zwyczajnie uprzejmymi, gdy chodzi o odmowę? Ludzie mili mówią nie, gdy nie potrafią, nie mają czasu albo zwyczajnie nie chcą czegoś zrobić. Nie czują oni przy tym potrzeby obrony i wyjaśniania swojej decyzji, jak również nie martwią się, że ktoś może być z tego powodu na nich zły, może ich przestać lubić, czy nawet przestać kochać.

Przykład 1: Miły Chłopak (MC) poznaje na portalu randkowym Toksyczną Kobietę (TK), która proponuje, aby drugą randkę spędzili na weselu w jej rodzinie. MC grzecznie odmawia, gdyż uważa, że znają się zbyt krótko. TK wpada w szał i oskarża MC o bycie samolubnym związkofobem, który „boi się miłości”. MC tylko uśmiecha się do TK, mówi jej, że nie pasują do siebie i na odchodne życzy jej wszystkiego dobrego.

MC nie czuje się winny ani zły z powodu odmowy, ani też z powodu zablokowania TK w swoim telefonie i mediach społecznościowych po rozpoczęciu przez nią kampanii oszczerstw, nieuzasadnionych oskarżeń, wpędzania w poczucie winy i zwykłych wyzwisk. Wszystko to spływa po MC, który nie ma sobie nic do zarzucenia. MC idzie dalej przez życie, historię z TK opowiadając jako śmieszną anegdotę.

Przykład 2: Współzależny Chłopak (WC) poznaje TK, która proponuje, aby drugą randkę spędzili na weselu w jej rodzinie. WC myśli sobie: „O, Boże! Jestem dla niej kimś bardzo ważnym! Muszę iść!” Cztery miesiące później WC poślubia TK, szybko rodzą im się dzieci, a potem z hukiem się rozwodzą w aurze fałszywych oskarżeń i pomówień.

Przykład 3: Współzależny Chłopak (WC) poznaje TK, która proponuje, aby drugą randkę spędzili na weselu w jej rodzinie. WC odczuwa atak paniki i strachu, gdyż nie chce iść na wesele, lecz bardziej obawia się, że w przypadku odmowy TK straci do niego całą sympatię. WC spędza całe godziny, aby wytłumaczyć, czemu pójście razem nie jest dobrym pomysłem, ewentualnie kłamie, że będzie mocno zajęty. WC usilnie stara się wyjaśnić TK powody swojej odmowy. TK wpada we wściekłość i oskarża WC o bycie samolubnym związkofobem, który „boi się miłości„. WC czuje się z tym fatalnie i zaczyna bić się z myślami, czy naprawdę boi się miłości i związków. Wpada w poczucie winy z powodu TK, gdyż rodzina wypytuje ją, kiedy wreszcie wyjdzie za mąż. O co tyle krzyku, prawda? To ostatecznie zwykła randka z żarciem i tańcami. WC nie przestaje się dziwić, dlaczego TK chciałaby zabrać związkofoba na wesele i czy to nie przełoży się na ich randkowanie. Dla świętego spokoju WC idzie na wesele, cztery miesiące później poślubia TK, szybko rodzą im się dzieci, a potem z hukiem się rozwodzą w aurze fałszywych oskarżeń i pomówień.

Widzisz różnicę? Aby uniknąć katastrofy, w przykładach 2 i 3 wystarczyło powiedzieć „nie” i mieć teraz spokojne sumienie. Nawet jeśli szarpiesz się ze swoim poczuciem winy, dopóki chcesz powiedzieć „nie” – ciągle jest OK. Czuj się winnym, lecz i tak mów NIE, do cholery! Wina cię nie zabije. Poczucie winy nie musi od razu oznaczać, że musisz na nim budować wszystkie swoje decyzje. To samo dotyczy poczucia strachu i odpowiedzialności.

III. Wyręczanie. Wyręczanie jest robieniem za kogoś tego, co ta osoba może zrobić sama. Pomaganie jest uczeniem innych, jak mają sobie poradzić, a potem pozwoleniem na działanie. Lepiej dać komuś wędkę i nauczyć łowienia niż codziennie dawać rybę. Nauczenie kogoś czegokolwiek rozwija niezależność. Z drugiej strony, dawanie ryby utrwala zależność. Dodatkowo, wielu współzależnych pomaga i ciągle kontroluje postępy w postanowieniu towarzyszenia, poprawiania, ochrony i pomagania innym zanim nawet jeszcze zostaną o to poproszeni. Jeśli dziwisz się „Co w tym złego? Czy bycie pomocnym nie jest dobre?„, przeczytaj dalej.

Wyręczanie innej osoby upośledza ją w zakresie samodzielności. Niszczy jej poczucie autonomii, sprawczości własnego życia i poczucia zdolności pokonywania problemów. Zdrowi dorośli nie potrzebują niczyjej asysty i wyręki. Udzielanie nieproszonej pomocy jednak nie tylko rozwija zależność, lecz również współzależność.

Współzależni chcą być potrzebni i mylnie utożsamiają bycie potrzebnym z byciem kochanym. Tak niestety nie jest. Wielu współzależnych jako dzieci przeszło parentyfikację. Nie czuli się kochani i akceptowani dopóki nie zatroszczyli się o emocjonalne i fizyczne potrzeby swoich rodziców. Parentyfikowane dzieci są często nagradzane za wyrzeczenie się swoich potrzeb i pragnień, i poświęcenie ich dla zaspokojenia chorego ego swoich rodziców. Tacy ludzie często odtwarzają ten schemat w swoich dorosłych związkach. Jest to przejaw współzależności.

Bycie potrzebnym jest czymś zgoła odmiennym od bycia kochanym. Każda potrzeba wyrasta z poczucia braku, niedostatku, strachu i bezwartościowości. Miłość z kolei karmi się poczuciem kompletności i chęci, a nie przymusu bycia razem. To pierwsze jest niewdzięcznym zubożeniem czyichś zasobów, podczas gdy drugie – daje energię do życia, jest źródłem radości i zadowolenia. Wiele książek napisano o lęku przed porzuceniem odczuwanym przez osoby z zaburzeniem narcystycznym i borderline. Osoby współzależne także boją się porzucenia, jednak w ich przypadku wyraża się on w zupełnie odmienny sposób. Toksyczki wszelkiej maści uzależniają partnerów od swoich zachcianek, których używają do kontroli po etapie bombardowania miłością lub idealizacji, gdy chcą zatrzymać ich w swojej sferze na czarną godzinę. Współzależni uzależniają innych od siebie poprzez wyręczanie, służenie i tolerowanie manipulacji i innych przejawów przemocy.

Każdy ma jakieś problemy. Absolutnie każdy z nas. W tym jednak rzecz, że problemy każdego człowieka są mu przynależne. Każdy z nas powinien czuć się zobowiązany wobec siebie, swoich bliskich, znajomych i nieznajomych do radzenia sobie z własnymi problemami zamiast zrzucać je na głowę innym. Nie ma nic złego w pomaganiu i wspieraniu bliskich w ich problemach, lecz jest to czymś zgoła odmiennym od wyręczania ich w rozwiązywaniu problemów lub pozwalaniu na obciążanie nimi siebie. Czasami najlepszym wyjściem jest pozwolenie innej osobie na posprzątanie swojego bałaganu, lecz zacząć trzeba zawsze od siebie.

www.crazybusters.com/2016/07/20/basic-relationship-boundaries-part-1/

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Granice w związku (część 1)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s