Granice w związku (część 2)

Czy odnajdujesz w sobie utrwalony wzorzec dysfunkcjonalnych i toksycznych relacji? Nie panikuj! Jeśli jesteś współzależny, lecz nie zaburzony (nie posiadasz osobowości narcystycznej, histrionicznej, borderline, socjopatycznej ani psychopatycznej) możesz ten schemat przeprogramować. Przypuszczalnie nie będzie to proces ani łatwy, ani też szybki, jakbyś sobie tego oczekiwał, lecz na pewno możliwy do przejścia. Każda zmiana, nawet pożądana, jest zrazu trudna i przerażająca. Dlatego też nazywa się ją czasami bolesnym wzrastaniem.

We wpisie Granice w związku (część 1) omówiono znaczenie fundamentalnych pojęć dla wszelkich związków: wzajemności relacji, granic osobistych i nie zezwalania na zachowania przemocowe w stosunku do siebie. Zanim jednak zbudujesz zdrową relację, pomocne może być zrozumienie, jak i dlaczego dotąd pakowałeś się w kłopoty w swoich kontaktach z kobietami. Większość mężczyzn mających zakodowane wzorce niezdrowych relacji może odnaleźć ich korzenie w swoim dzieciństwie. Jeśli rodzice nie nauczyli cię troski o siebie i swoje zdrowe granice (co ma miejsce w przypadku wielu osób współzależnych), powinieneś zacząć pracę nad sobą od zupełnych podstaw. Jednak nie obwiniaj się o nic. Jak mogłeś być świadomy tych spraw, skoro nikt ci wcześniej o nich nie powiedział? Albo jeszcze gorzej: jeśli przez lata wmawiano ci, aby ignorować własne potrzeby i dobre samopoczucie w imię troski o innych? Skąd mogłeś wiedzieć, jak wygląda zdrowy związek, skoro twoi rodzice zbudowali jego dysfunkcyjną i toksyczną wersję?

Jeśli oczekiwano od ciebie w dzieciństwie, że zamiast sobą będziesz zajmował się emocjonalnymi i fizycznymi potrzebami swoich rodziców, musiałeś funkcjonować w sytuacji odwrócenia ról. Jest to parentyfikacja, którą uważa się za formę przemocy emocjonalnej wobec dziecka. To rodzice mają się opiekować swoimi dziećmi, a nie odwrotnie. Jeśli jesteś współzależny, jako dorosły musisz przede wszystkim nauczyć się, jak troszczyć się i kochać siebie w sposób, jakiego poskąpili ci rodzice, gdy byłeś mały. Po zakończeniu tego zadania, niegdyś nieodparcie kuszący syreni śpiew toksyczki zacznie nagle brzmieć jak ryk alarmu samochodowego włączającego się o czwartej nad ranem. Innymi słowy, wszelkiej maści toksyczki zaczną cię raczej mierzić i odstręczać niż przyciągać i uwodzić. Czy jesteś zatem gotowy, aby bezpowrotnie wyrwać się z ich szponów? Jeśli tak, zacznijmy naszą podróż od zgłębienia dwóch kolejnych podstawowych granic związków: odpowiedzialności i troski o siebie samego.

Odpowiedzialność. Och, jaki piękny byłby świat, gdyby każdy wziął odpowiedzialność za siebie! Niestety, społeczeństwo i media wydają się być zdeterminowane w kultywowaniu radosnej kultury nieograniczania nikogo, aprobowania wszelkich dziwactw i wiecznego cierpiętnictwa. Kto zdrowy na umyśle chciałby być ofiarą? Właściwie tylko ludzie zaburzeni, dysfunkcjonalni i szukający cudzej uwagi, chociaż też raczej nie chodzi tu o doznanie jakiejś krzywdy, lecz o całą otoczkę, która się z takim statusem wiąże. Tacy ludzie pragną dla siebie specjalnych przywilejów oraz przymykania oczu na swoje złe zachowanie z racji bycia „ofiarą„. Z drugiej strony, osoby prawdziwie poszkodowane nie znajdują żadnej radości w odgrywaniu roli ofiar. Nie chcą one być postrzegane jako ofiary i nie są zwykle wcale chętne, aby opowiadać obcym, np. na pierwszej randce, o swojej bogatej historii trudnego dzieciństwa, przemocy domowej i molestowania seksualnego. Jest to bowiem objaw problemów z granicami. Ludzie zdrowi potrzebują czasu, aby poznać kogoś i zaufać mu na tyle, by podzielić się tak osobistymi przeżyciami.

Trudno zwykle ocenić, czy zawodowe ofiary faktycznie zostały w przeszłości skrzywdzone. Częściej jednak zdarza się, że jedynym powodem, dla którego tak się stało, były ich złe wybory. Po bliższym zbadaniu okazuje się także, że ich przerażająco smutne historie zostały spreparowane lub co najmniej mocno przesadzone. Dlaczego więc takie osoby przedstawiają siebie jako ofiary? Główną korzyścią z bycia zawodową ofiarą jest możliwość zrzeczenia się odpowiedzialności za własne czyny. „Muszę mieć wgląd do twojej poczty, bo mój ojciec oszukiwał matkę. Jeśli nie odpowiadasz na 30 moich wiadomości wysłanych do pracy, jak mogę ci zaufać?!” „Moja żona była wymagająca i napastliwa, więc musisz się liczyć z tym, że zachowuję się egoistycznie i lekceważąco. Jeśli będziesz zmuszać mnie do odpowiedzialności, staniesz się jak moja eks.” Niezależnie, jak godne pożałowania byłoby ich zachowanie, chcieliby dla siebie innego traktowania z powodu bycia „ofiarami„. Osoby takie wierzą w wyjątkowość swojej sytuacji. Wierzą także, że powinny być specjalnie traktowane przez prawo, normy społeczne i inne zasady elementarnej przyzwoitości, które dotyczą zwykłych ludzi. Zawodowe ofiary, przemocowcy i osoby zaburzone prawie zawsze mają wytłumaczenie dla swojego niegodziwego zachowania. Nawet jeśli przyznają, że zostałeś potraktowany wyjątkowo źle, jest to tylko twoją winą. Popatrz, do czego zmusiłeś te biedactwa!

Co to ma jednak wspólnego z tobą, zakładając, że czytasz ten tekst, gdyż zmagasz się ze współzależnością i chciałbyś nauczyć się tworzyć zdrowsze związki? Współzależni są zwykle nad-odpowiedzialni. Parentyfikowane dzieci bardzo szybko dojrzewają. Czy masz skłonność do przyjmowania na siebie winy i przypisywania sobie odpowiedzialności za sprawy, które nie były w twojej gestii? Osoby narcystyczne, borderline i psychopaci nadzwyczaj lekko zrzucają winę na innych. Lubią także wykorzystywać innych do swoich celów. Jest to niezwykle skuteczna metoda, aby osobę współzależną ze sobą związać.

Dlaczego zachowanie twojej zaburzonej partnerki ma być twoją winą? Nie jest. Dlaczego jej potrzeby są ważniejsze od twoich? Nie są. Dlaczego fakt, że (może) miała trudne dzieciństwo lub (także może) toksycznego partnera oznacza, że musisz tolerować jej wybuchy, biegać wokół niej na palcach i wierzyć w jej skrajnie wypaczoną wyretuszowaną wersję rzeczywistości? Nie musisz. Wielu mężczyzn wpada w pułapkę usprawiedliwiania niewłaściwych zachowań swoich partnerek. Co jednak z tego, że Toksyczna Teresa miała toksycznych rodziców i trudne dzieciństwo? Jeśli jesteś współzależny, też pewnie cierpiałeś z powodu dysfunkcyjnych rodziców. Czy to jednak uzasadnia złe traktowanie innych osób? Czy czujesz się przez to upoważniony do wykorzystywania owoców cudzej ciężkiej pracy, uprzejmości i poświęcenia tylko dlatego, że twoja eks była suką? Zgaduję, że nie. Ponieważ jednak to internet i pewne rzeczy należy powtarzać głośno i wyraźnie, powtórzę: Nie bagatelizuję krzywd spowodowanych traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa. Chcę jednak jasno powiedzieć, że nasza przeszłość nie daje nam w dorosłym życiu prawa do krzywdzenia innych. Jedno z moich rodziców przypuszczalnie zostałoby zdiagnozowane jako osobowość zaburzona narcystycznie z domieszką borderline, co daje w efekcie superwyjątkową odmianę szaleństwa. Doświadczyłem na sobie, jaki ma to wpływ na dziecko. Przeżyłem piekło, lecz mimo to nie pomyślałbym, aby przejść przez życie zostawiając za sobą popioły i zgliszcza. Jako dorosły wybierałem różne partnerki o podobnie skrzywionych osobowościach (to przeklęte natręctwo powtarzania doświadczeń!) Zwykliśmy współczuć dzieciom, które wchodzą w życie mając wykolejonych rodziców, lecz później, w dorosłym życiu, muszą się one stać odpowiedzialne za swoje wybory, słowa i czyny. Zaburzenie osobowości nie zwalnia nikogo z osobistej odpowiedzialności, niezależnie jak wrzaskliwie będzie ktoś sobie rościć do tego prawo.

Chociaż nie jesteś odpowiedzialny za doznane krzywdy, jesteś odpowiedzialny za swoje dorosłe wybory dotyczące związków. Odpowiadasz za to przed samym sobą. Ważne, aby zrozumieć naturę współzależności i parentyfikacji oraz przerobić dostępne materiały samopomocowe. A gdy już uznasz doświadczaną przemoc i uwierzysz, że twoja partnerka jest zaburzona, na tobie spoczywa odpowiedzialność, aby ten układ zamknąć. Z dużą dozą prawdopodobieństwa oznacza to całkowity koniec związku. Oczywiście, jest to trudniejsze, gdy macie wspólne dzieci, lecz ciągle jest możliwe do zrobienia. Nie ochronisz dzieci przed zaburzonym rodzicem dopóki nie odizolujesz ich od siebie, zwłaszcza jeśli zaburzenie dotyczy matki. Najlepszym, co możesz zrobić, jest okazanie dziecku wsparcia, jeśli trzeba – profesjonalnego, nauczenie go posiadania zdrowych granic i niebrania do siebie potoków szamba wylewanych przez zaburzonego rodzica.

Gdy zmusisz osobę patologicznie niedojrzałą emocjonalnie do wzięcia odpowiedzialności za swoje zachowanie, okaże się, że ona tego nie lubi. Powiem więcej – ona tego nienawidzi! Wymuszenie odpowiedzialności zwykle kończy się atakiem złości, wściekłością, pogardliwym prychaniem, cichymi dniami, oskarżeniami o nękanie emocjonalne, groźbami rozwodu i wezwaniem policji, a czasami nawet przemocą fizyczną. Kobiety toksyczne branie odpowiedzialności odbierają jako „nękanie„, a twoje zdrowe granice odczuwają jako element ograniczania ich samowoli. Odmowa brania odpowiedzialności przez osobę dorosłą jest fundamentalnym problemem braku dojrzałości. Wiąże się z tym przewrażliwienie na krytykę, brak samoświadomości, niezdolność do autorefleksji i poczucie przyzwolenia do życia na wiecznym luzie. Z taką osobą nie można stworzyć zdrowego, wzajemnego i wzajemnie satysfakcjonującego związku. Po prostu nie można i już. Dlatego też uznaj swoją odpowiedzialność i zadaj sobie pytanie, dlaczego ciągle próbujesz to robić? Przyczyn możesz doszukiwać się w swoim dzieciństwie, lecz nie usprawiedliwia to uporczywego podążania tak krętą i wyboistą ścieżką. Twoje daremne wysiłki naprawienia zaburzonej partnerki nie zmniejszą bólu trudnego dzieciństwa. Nikt z nas nie musi powtarzać popapranych trudnych losów naszych rodziców, jeśli tylko świadomie i celowo podejmie taką decyzję. Powtarzam: Nikt nie jest skazany na powtarzanie historii swoich rodziców, jeśli tylko świadomie i celowo dokona odpowiednich wyborów.

Troska o siebie. Koncepcja troski o siebie jest pozornie prosta. Jeśli naprawdę troszczysz się o siebie, nigdy nie zaakceptujesz czyjejś przemocy, ani też nie będziesz szukał usprawiedliwień dla tolerowania krzywd i braku szacunku. Osoby współzależne nie zostały jednak nauczone przez swoich rodziców, jak troszczyć się o siebie, czasami nawet sięgając do spraw absolutnie podstawowych, np. jeśli chodzi o wystarczającą ilość snu, przewidywalny rozkład zajęć, właściwe odżywianie się, higienę osobistą i aktywność fizyczną. Jak wspomniano wcześniej, osoby współzależne jako dzieci były poddane parentyfikacji. Nauczono je ignorowania lub wypierania potrzeb swoich na rzecz potrzeb dysfunkcjonalnych rodziców. Zasadniczo chodzi o to, że uwarunkowano je do troski o innych kosztem siebie. Zapewne także sprawiono, że czują się źle i samolubnie, gdy zajmują się swoimi potrzebami i uczuciami. Najwyższa pora przestać tak się zachowywać!

Podczas terapii, gdy zaczyna się ćwiczyć troskę o siebie, wiele osób zauważa dziwne zjawisko. Partnerki z zaburzeniem NPD/BPD zaczynają okazywać swoją dezaprobatę dla tych zabiegów. Często kpią z wysiłków wkładanych w zabiegi zmierzające do poprawy wyglądu czy nastroju: zrzucanie wagi, naukę nowych umiejętności, rzucanie palenia itp., i oskarżają swoich partnerów o egoizm lub niewierność. Partnerka kochająca zawsze będzie cię zachęcać do wzięcia się za siebie i bycia zdrowym, inaczej niż zaabsorbowana sobą kobieta zaburzona. Ta druga twoją troskę o siebie odczuwa jak zagrożenie swojej dominującej pozycji lub nawet zdradę. Drapieżniki wszelkiej maści, także drapieżniki emocjonalne, lubią cele łatwe i słabe. Ich przemoc ma cię osłabiać, aby łatwiej można cię było kontrolować. Gdy toksyczna partnerka już się tobą znudzi, znajdzie sobie nowy, atrakcyjniejszy cel i ponownie rozpocznie proces idealizacji/dewaluacji. Z drugiej strony, twoja troska o siebie da ci siłę, aby się odbudować i urosnąć. W połączeniu z wiedzą o tym, jak kobiety zaburzone działają i manipulują innymi, w połączeniu z osobistą odpowiedzialnością za swój dobrostan i zdrowe granice, prędzej czy później staniesz na nogi. Jeśli nie wiesz, od czego zacząć, przeanalizuj hierarchię potrzeb Maslowa. Zacznij lepiej jeść, pij więcej wody, ogranicz lub całkowicie odstaw alkohol i inne używki, zwłaszcza jeśli zastępowały ci dotąd lekarstwa. Zacznij się badać, staraj się regularnie sypiać, ćwicz fizycznie, zadbaj o swoją fryzurę, przejrzyj swoją garderobę. Odśwież stare zainteresowania i pasje, odnów kontakty z osobami, które poczuły się w międzyczasie odsunięte na bok. Niech złość i dezaprobata twojej toksycznej partnerki na te wszystkie zabiegi wzmacnia cię i dodaje siły. Jej opór potwierdza słuszność twojego wyboru. Bądź dla siebie cierpliwy i delikatny. Nauka troski o siebie i zdrowych granic w dorosłym życiu może być trudna, a przynajmniej na początku możesz czuć się dziwnie i niekomfortowo. Z czasem jednak będzie ci coraz lżej. Przy okazji na zasadzie kontrastu zaczniesz coraz wyraźniej dostrzegać toksyczność swojej partnerki. I tak ma być, tak ma ten proces działać. Na początku może się to wydawać trudne i przerażające, gdy już jednak przejdziesz na jasną stronę mocy zaczniesz się sobie dziwić, że tak długo się ze wszystkim zbierałeś.

Powodzenia!

http://www.crazybusters.com/2016/08/23/basic-relationship-boundaries-part-2/

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Granice w związku (część 2)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s