Zaburzone i współzależni, czyli nierozwiązane problemy relacji dziecko-rodzic

Wielu mężczyzn, którzy byli wcześniej związani z kobietami z zaburzeniem narcystycznym, borderline czy psychopatycznym, zauważa wchodzenie przez siebie w rolę rodzica w reakcji na wiecznie infantylne postawy i zachowania swoich partnerek. Zajmijmy się tym zagadnieniem, gdyż cała sprawa okazuje się mieć drugie dno.

Kobiety zaburzone są istotami z gruntu niedojrzałymi. Będąc w związku z kimś takim obcujesz z osobą, która na poziomie dojrzałości emocjonalnej i psychologicznej balansuje między dzieckiem a nastolatkiem. Jeśli masz dziecko z kobietą zaburzoną możesz ze zdziwieniem zaobserwować, jak podczas jego dojrzewania przerasta ono swoją matkę w kwestii rozwoju emocjonalnego i etycznego. Jeśli wchodziłeś w ten związek z nadzieją, że kobieta będzie równorzędną partnerką, tj. będzie osobą funkcjonalnie dorosłą, a nie kimś, kto taką tylko udaje umiejętnie sterując swoim obrazem, będziesz cokolwiek niezadowolony z roli rodzica, jaka przypadła ci w udziale. Aczkolwiek zdarza się też i tak, że niektórzy mężczyźni dobrowolnie przyjmują na siebie ten niewdzięczny ciężar mając naiwnie nadzieję, że pewnego dnia problemy w magiczny sposób znikną. Dzieje się tak zwłaszcza w przypadku osób z problemami współzależnościowymi. Typowe samousprawiedliwianie w tej sytuacji brzmi np. tak: „Ona wyrośnie z takich zachowań, gdy sama zostanie matką. Ona miała takie trudne dzieciństwo. Ona ma po prostu niskie mniemanie o sobie. Ona nabierze pewności siebie, gdy przekona się, że można mi zaufać i poczuje, że ją kocham. Wszyscy jej eks- byli toksyczni. Ona po prostu potrzebuje być z kimś, kto ją prawdziwie doceni. Ona nie rozumie tego co mówi, gdy wpada w złość. Ona powiedziała to po pijaku. Ona jest zestresowana z powodu ślubu. Ona poczuje się pewniej, gdy się jej oświadczę. Muszę być cierpliwszy, bardziej czuły, muszę lepiej zarabiać, muszę wziąć na siebie większą odpowiedzialność finansową i stłumić moje reakcje emocjonalne na dręczenie, a ona zacznie traktować mnie lepiej.” Współzależni często zdają sobie sprawę, z jakimi problemami wchodzą do związku ich zaburzone partnerki, wierząc naiwnie, że mogą im pomóc, mogą je uratować i kochać tak, że z kobiet toksycznych zmienią się w emocjonalnie dojrzałe jednostki, zdolne odwzajemniać miłość, uprzejmość, szczodrość i szacunek. Niestety, życie to nie bajka i taka przemiana nigdy nie zachodzi. Nigdy. Z podobnym sukcesem możesz próbować przerobić żmiję na zwierzątko domowe.

Pewien mężczyzna napisał do mnie dramatyczny list z prośbą o terapię par i pomoc dla żony, która jego zdaniem jest najprawdopodobniej zaburzona narcystycznie. Wyjaśnił, że szuka specjalisty, który „przekona jego żonę do bycia dobrym człowiekiem„. Niestety, ani terapia, ani życie tak nie działają. Fakty są bowiem takie, że jeśli ponad 40-letnia kobieta nie rozumie, że nie jest w porządku ani bycie suką, ani nie dbanie o to, jak jej zachowanie wpływa na jej najbliższych, to nikt – łącznie ze wszystkimi terapeutami świata – nie może nic z tym zrobić. Jest to moment zwrotny, w którym musisz podjąć jakąś decyzję, tzn. wybierasz szacunek do siebie albo zezwalasz na przemoc. Kończysz związek lub akceptujesz zaburzoną partnerkę taką, jaka jest – apologeci BPD nazywają to praktykowaniem „radykalnej akceptacji„.

Czy każdy, kto wiąże się z kobietą zaburzoną, jest współzależny?

Nie każdy mężczyzna, który randkuje bądź żeni się z kobietą zaburzoną jest współzależny. Zdarza się bowiem niekiedy, że emocjonalnym drapieżniczkom uda się oszukać nieświadomych zagrożenia zdrowych emocjonalnie samców mających dobrze wykształcone granice. Wiele zaburzonych kobiet to osobniczki wysoce funkcjonalne, co oznacza, że nie tylko są równie toksyczne, co ich nisko funkcjonalne odpowiedniczki, lecz także stosownie do potrzeb potrafią długo skrywać swoje prawdziwe oblicze pod maską normalności, np. gdy poszukują dla siebie aprobaty otoczenia lub gdy uwodzą w początkowej fazie związku. Prawdziwe monstra na miarę dr Jekylla i Mr Hyde’a.

Mężczyźni zdrowi psychicznie, nie wykazujący problemów współzależnościowych, mogą zostać uwiedzeni przez kobiety toksyczne, lecz nie dość, że znacznie szybciej się z takiego związku ewakuują, to na pewno nie będą po nim tak rozpaczać, gdy toksyczka zrzuci przebranie i ukaże swoją prawdziwą naturę. Zobaczmy różnicę:

Zdrowy X: Przestałem spotykać się z dziewczyną poznaną na Tinderze, gdy zaczęła mnie dopytywać o moje koleżanki z facebooka i już na trzeciej randce naciskać, abym zmienił swój status. Po prostu wariatka.

Współzależny Y: Nowo poznana dziewczyna powiedziała, że chce niezobowiązującego związku, lecz ja myślę, że ona po prostu boi się bliskości, gdyż wielokrotnie była już zraniona. Staram się nie brać do siebie tego, że mimo obietnic nie dzwoni, albo że w środku nocy zjawia się pijana pod moim domem.Ona chyba po prostu nie wie, jak to jest być z kimś, kto cię naprawdę kocha.

Zdrowi ludzie nie tolerują przemocy ani nie nazywają jej „miłością„. Zdrowi ludzie nie chcą związków z osobami niedojrzałymi. Zdrowi ludzie nie poddają się manipulacji ani wykorzystywaniu z myślą, że to jest w porządku. Zdrowi ludzie nie pozostają w związkach podszytych lękiem czy poczuciem winy albo obowiązku. Tak funkcjonują ludzie współzależni.

O co więc chodzi w dobieraniu się Współzależnych z Zaburzonymi?

Najkrócej rzecz ujmując: nierozwiązane problemy w relacjach dziecko-rodzic.

Przypuszczalnie są osoby współzależne i zaburzone, które nie mają tego typu problemów, lecz dla uproszczenia zgódźmy się, że stanowią one raczej wyjątek niż regułę. Kobiety z zaburzeniem NPB/BPD zwykle wiążą się z mężczyznami współzależnymi lub także zaburzonymi, co może owocować kolejnymi pokoleniami zaburzonego potomstwa. Dzieci z rodzin NPD/BPD i psychopatycznych, z których rosną współzależni, były z kolei zwykle parentyfikowane. Parentyfikacja jest zamianą ról rodzica i dziecka, na skutek której dziecko staje się emocjonalnym opiekunem swojego rodzica lub rodzeństwa. Parentyfikowane dziecko może służyć jako zastępczy partner (włączając w to wspólne spanie rodzica z dzieckiem aż do późnego dorastania), powiernik, terapeuta, mediator lub rozjemca w sporach między rodzicami, czy wreszcie odwzierciedlenie idealnego ego rodzica (np. matki wysyłające swoje małe córki na konkursy piękności, rodzice zafiksowani na punkcie kariery swoich dzieci itp.), w którym mają się zrealizować niespełnione marzenia tego rodzica, niezależnie od tego, czy dziecko podziela te marzenia czy nie. Jeśli parentyfikowane dziecko nie zachowuje się zgodnie z życzeniem rodzica, rodzic ogranicza mu okazywanie miłości, aprobaty i akceptacji. Wynika stąd, że dziecko jest nagradzane (lub unika kary), gdy uczestniczy we własnej parentyfikacji, co skrajnych przypadkach przeradza się w emocjonalne i fizyczne kazirodztwo.

Gdyby do kogoś to jeszcze nie dotarło, powtórzę: Parentyfikowane dziecko otrzymuje „miłość” za doświadczanie przemocy. Otrzymuje ono „miłość” za branie na siebie obowiązków dorosłych i powstrzymywanie się przy tym od okazywania złości, niezadowolenia lub bólu. W przypadkach patologicznych toksyczny rodzic może nawet mieć uciechę obserwując udrękę swojego dziecka, jednak dzieci raczej starają się nie uzewnętrzniać tych emocji, zdejmując w pewnym sensie z rodzica odpowiedzialność za jego złe zachowanie. Jeśli byłeś parentyfikowanym dzieckiem, a teraz jesteś współzależnym dorosłym, bardzo szybko nauczyłeś się zapewne, że twoje potrzeby emocjonalne i dobre samopoczucie muszą zejść na dalszy plan, a zajmować się należy rodzicem/partnerką. W szczególnie toksycznych przypadkach, mężczyźni pytani o to, co ich uszczęśliwia, nie potrafią wymyślić nic poza uszczęśliwianiem swojej zaburzonej partnerki, unikaniem sprawiania jej zawodu i denerwowania jej (swoją drogą, wszystkie te zabiegi są i tak bezelowe). Współzależni mylą przemoc i wykorzystywanie z miłością. Dorastają z przeświadczeniem, że ciągle muszą usprawiedliwiać swoich rodziców, a potem toksyczne partnerki i znajomych. Współzależni to wieczni wybawcy z kłopotów, zawsze usłużni i oferujący się z pomocą, zawsze z miłym uśmiechem, lecz nie proszący o nic dla siebie. Innymi słowy, idealne cele dla kobiet zaburzonych.

Czego kobiety zaburzone szukają w związkach?

Wracając do tego, co napisano na początku tego postu, kobiety zaburzone nie szukają rodzica sensu stricte – osoby kochającej, opiekuńczej, która ustanawia zasady, struktury, granice i konsekwencje ich naruszenia. Zamiast tego, szukają parentyfikowanego dziecka – służącego, niewolnika, emocjonalnej niańki, gosposi, kucharza, żywiciela, emocjonalnego i fizycznego worka treningowego, kozła ofiarnego i osobistego asystenta, który w związku nie ma ani głosu, ani tym bardziej żadnej władzy.

Te wieczne dzieci chcą idealnego „tatusia”, który będzie je kochał bezwarunkowo, nawet jeśli same będą okrutne, samolubne, zaabsorbowane sobą, nieracjonalne, nieszczere, niesumienne, nieodpowiedzialne, toksyczne, napastliwe i wrogie za każdym razem, gdy ktoś się im sprzeciwi, będzie chciał odejść lub zrobić cokolwiek, co kobiety zaburzone uważają za „przemoc„. Takie kobiety chcą, aby mamusia z tatusiem cały czas je adorowali i bez przerwy byli na nich skupieni, nawet jeśli same ignorowałyby rodziców. Chcą także, aby rodzice pozwolili im dyktować warunki. Innymi słowy, chciałyby, aby rodzice pozwolili im decydować o wszystkim: finansach, życiu, pozostałych dzieciach. O wszystkim.

Jeśli jesteś osobą współzależną, to tym, co cię przypuszczalnie ciągnie do kobiet zaburzonych, jest ich podobieństwo do twoich rodziców. W trakcie fazy idealizacji i zarzucania miłością dostajesz coś na kształ bezwarunkowej miłości, uwielbienia i akceptacji, których nie posmakowałeś jako dziecko, bądź były ci skąpo odmierzane po spełnieniu określonych warunków (np. poświęceniu swojego dobrego samopoczucia, tożsamości, odrębności, dzieciństwa oraz potrzeb i pragnień dla ukojenia patologicznego ego twoich rodziców). Z tego też powodu tak trudno ci się oprzeć zalewaniu miłością. Wielu mężczyzn przyznaje: „Z tą kobietą wszystko było zbyt piękne, aby było prawdziwe. Wszystkiego było jakby za dużo i za szybko.” Mężczyźni ci chcą jednak za wszelką cenę w wierzyć w podsuwaną im iluzję, ignorując kompletnie swoje przeczucia i zdrowy rozsądek. Gdy nadziejesz się na haczyk i maska toksyczki opadnie, ponownie staniesz twarzą w twarz z demonem swojego dzieciństwa. Parentyfikowane dzieci mogą troszczyć się o rodziców, lecz nie mają żadnej kontroli nad sytuacją. Parentyfikowane dzieci nie mają władzy. Mają jej złudzenie, czyli myślenie magiczne i usprawiedliwiające kłamstwa, którymi się mamią (np. jeśli zadowolę/uszczęśliwię/nie rozzłoszczę rodziców, oni mnie pokochają). Jeśli jesteś współzależny, powtarzasz sobie te same kłamstwa.

Narcystyczne żony i partnerki oczekują od swoich mężczyzn całkowitego poświęcenia i podrygiwania na skinienie.  Zachowują się jak dzieci, jak dzieci zarządzają finansami i jak rozpuszczone bachory każą sobie dogadzać. Współzależni dopasowują się do tych oczekiwań z nadzieją na powrót początkowych uniesień lub ze strachu przed gniewem, emocjonalną niedostępnością lub cichymi dniami. Pamiętaj jednak, że nawet jeśli zaspokoisz narcyza, wpasujesz się w schemat psychopatki lub złagodzisz rozszalałą emocjonalność kobiety z zaburzenieniem borderline, i tak nie będziesz miał nad nimi żadnej władzy ani kontroli.

http://shrink4men.com/2016/07/07/narcissists-borderlines-psychopaths-and-codependents-mutual-mommy-and-daddy-issues/

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Zaburzone i współzależni, czyli nierozwiązane problemy relacji dziecko-rodzic

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s